Wiceprezydent FIDIC, Prezes Zarządu B-Act S.A.
wykładowca studiów podyplomowych na Łazarskim


Między Genewą a Warszawą. Co pierwszy polski wiceprezydent FIDIC chce zmienić

Z Adamem Białachowskim rozmawia Rafał Bałdys Rembowski

Adamie, jesteś pierwszym Polakiem na tak wysokim stanowisku w ponad 110-letniej historii FIDIC. Co ten wybór oznacza dla Ciebie osobiście i jakie cele stawiasz sobie na początku tej drogi? 

To dla mnie ogromne wyróżnienie. Jestem wdzięczny za zaufanie organizacji zrzeszających kraje członkowskie FIDIC i postrzegam ten wybór jako docenienie 15 lat mojej wolontariackiej pracy na rzecz tej organizacji. Zarząd FIDIC, który liczy obecnie dziesięciu członków, wybiera spośród siebie dwóch wiceprezydentów rekomendowanych następnie Walnemu Zgromadzeniu. 

Moja przygoda z FIDIC rozpoczęła się w 2010 roku, podczas konferencji SIDiR/FIDIC w Warszawie. Wówczas prezesem SIDiR był Krzysztof Woźnicki, a dyrektorem FIDIC – Enrico Vinc. Zaangażowałem się wówczas w działalność Koła Młodych Profesjonalistów FIDIC, dla którego pisałem artykuły i działałem u podstaw. Po pięciu latach wolontariatu zostałem członkiem komitetu sterującego, a następnie – przewodniczącym tego koła. Równolegle przez dwa lata byłem członkiem Contracts Committee, czyli zespołu opracowującego nowe warunki kontraktowe. Do zarządu FIDIC zostałem wybrany w 2023 roku. 

Jeśli chodzi o cele, to stawiałem sobie poprzeczkę wysoko. Globalnie chcę przyczynić się do reformy statutu FIDIC – tak, by reprezentacja kontynentalna była zagwarantowana, a nie przypadkowa. To kwestia sprawiedliwości, ale i skuteczności – organizacja reprezentująca światową branżę inżynierską nie może być zdominowana przez jeden region. 

W kontekście polskim widzę dwie kwestie. Pierwsza to wsparcie eksportu – chcę, by polskie firmy inżynierskie miały lepszy dostęp do międzynarodowych projektów, szczególnie tych finansowanych przez instytucje wielostronne. Druga to edukacja zamawiających. Zbyt często widzę przetargi, gdzie najniższa cena jest jedynym kryterium, a umowy są skonstruowane tak, by przenieść całe ryzyko na wykonawcę. To droga donikąd. 

I jest jeszcze jedna rzecz, o której się rzadko mówi: chcę, by młodzi inżynierowie z Polski i regionu widzieli, że międzynarodowa kariera jest w zasięgu ręki. Nie trzeba być z Londynu czy Nowego Jorku, by mieć wpływ na globalną branżę. Wystarczy zaangażowanie, cierpliwość i konsekwencja.  

W zarządzie FIDIC zasiadają przedstawiciele z różnych kontynentów i kultur. Jaką unikatową perspektywę, wynikającą z doświadczeń Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, zamierzasz wnieść do globalnej dyskusji? 

Rzeczywiście, różnorodność doświadczeń i kultur w zarządzie FIDIC jest ogromna. Większość jego członków to prezesi firm consultingowych. Polska ma jednak wyjątkową perspektywę — jesteśmy jednym z nielicznych krajów, które w ciągu kilku dekad przeszły drogę od gospodarki rozwijającej się do czołowej dwudziestki światowych ekonomii. Nasze kadry inżynierskie potrafią zatem łączyć doświadczenia krajów rozwijających się i rozwiniętych. Rozumiemy zarówno zachodnią mentalność, jak i realia wschodnich rynków. Polska ma również ogromne doświadczenie w transformacji infrastrukturalnej – przez ostatnie 35 lat nasi inżynierowie stworzyli imponujące projekty, a my sami często zapominamy, jak silny i kompetentny rynek reprezentujemy. 

Paradoksalnie, nasze doświadczenie obejmuje nie tylko sukcesy, ale i błędy – a te są równie pouczające. Polska przeszła przez wszystkie choroby wzrostu: wojny cenowe w przetargach, nadmiernie skomplikowane procedury, przerzucanie ryzyka na wykonawców, konflikty z podwykonawcami. 

Dziś widzę te same błędy popełniane w Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej. Różnica jest taka, że my już wiemy, co nie działa. To pozwala nam być wiarygodnymi doradcami – nie mówimy 'róbcie tak, jak my’, tylko 'unikajcie naszych błędów, bo je znamy od podszewki’. 

Wiele krajów rozwijających się postrzega FIDIC jako standard „zachodni”. Jak organizacja może zmienić to postrzeganie?

Warto pamiętać, że pierwsze kontrakty FIDIC powstały, by umożliwić realizację eksportu inżynierskiego finansowanego przez kraje zachodnie w miejscach, gdzie brakowało jednolitych regulacji prawnych. Co ciekawe, większość krajów rozwiniętych ogranicza użycie kontraktów FIDIC na własnym rynku wewnętrznym. Podobny proces obserwujemy w Polsce – stopniowo odchodzimy od ich stosowania, co jest naturalnym etapem dojrzewania rynku. 

FIDIC to jednak znacznie więcej niż tylko warunki kontraktowe. To organizacja zrzeszająca krajowe stowarzyszenia firm inżynierskich, które reprezentują interesy tysięcy inżynierów. Na stronie internetowej FIDIC znaleźć można liczne publikacje dotyczące przetargów, etyki, jakości, certyfikacji czy szkoleń.  

I tu dochodzimy do sedna problemu: kraje rozwijające się często nie wiedzą, co tracą, koncentrując się wyłącznie na klauzulach kontraktowych. FIDIC to ekosystem wiedzy – od Złotych Zasad po wytyczne dotyczące integrity management (zarządzanie spójnością – przyp. Red.) , od szkoleń dla młodych profesjonalistów po standardy etyczne dla konsultantów. 

Weźmy przykład z naszego podwórka: kiedy polski zamawiający modyfikuje kontrakt FIDIC pod siebie, myśli, że dostosowuje go do lokalnych potrzeb. W rzeczywistości często wyrzuca mechanizmy, które powstały po dekadach obserwacji tego, co działa, a co prowadzi do sporów.  

W Polsce musimy zwiększać świadomość, że „FIDIC” to nie tylko klauzule i subklauzule, ale przede wszystkim wspólnota wiedzy, standardów i wartości. Dla krajów rozwijających się kluczowe jest zrozumienie, że adoptując FIDIC, nie importują 'zachodniego standardu’ – importują najlepsze praktyki wypracowane globalnie, często w warunkach podobnych do ich własnych. 

W Polsce SIDiR od lat apeluje o przestrzeganie Złotych Zasad FIDIC. Dlaczego, Twoim zdaniem, polscy zamawiający publiczni wciąż je naruszają, przerzucając nadmierne ryzyko na wykonawców? 

Nie ma kraju na świecie, w którym zamawiający nie próbowaliby przerzucać ryzyka na wykonawców czy konsultantów. Co ciekawe, im bardziej rozwinięty kraj, tym mniej to zjawisko występuje. W Polsce także obserwuję pozytywny trend – coraz więcej zamawiających rozumie, że nie da się „sprzedać” całego ryzyka niepowodzenia projektu. Jeśli projekt się nie uda, największe konsekwencje i tak ponosi zamawiający, niezależnie od zapisanych w umowie regulacji.  

Ale warto zapytać wprost: co sprawia, że ten trend jest tak powolny? Widzę kilka nakładających się przyczyn. Pierwsza to system zachęt, bądź raczej ich braku. Polski zamawiający nie jest nagradzany za dobre zarządzanie projektem, tylko za nienaruszenie procedur. Jeśli wybierzesz najtańszą ofertę, jesteś bezpieczny.  

Jestem ostrożnym optymistą. Trend jest pozytywny, ale potrzebujemy przyspieszenia. Tu widzę rolę dla SIDIR i innych organizacji branżowych, dla instytucji finansujących jak BGK, dla organizacji międzynarodowych. Musimy pokazywać przykłady dobrych praktyk – i złych konsekwencji złych praktyk. 

Czy nowa funkcja międzynarodowa daje Ci dodatkowe narzędzia, by skuteczniej wpływać na uzdrowienie polskiego rynku zamówień publicznych? 

Zawsze chętnie wspieram inicjatywy branżowe, tam gdzie widzę potrzebę i otwartość na dialog. Liczę, że moja rola pomoże w budowaniu lepszej komunikacji między różnymi stowarzyszeniami – SIDiR, ZOPI, PZPB, czy Polską Izbą Budownictwa. Wierzę, że tylko współpraca, solidarność i zgoda pomiędzy tymi organizacjami mogą stworzyć skuteczne lobby wobec ustawodawców i zamawiających. Jeśli mogę być pomostem łączącym te środowiska, uznam to za sukces.  

Jaki konkretny sukces w kontekście polskiego rynku uznałbyś za największe osiągnięcie po zakończeniu swojej kadencji? 

Udane wsparcie eksportu polskich firm inżynierskich, projektowych i nadzorczych oraz promocję polskich ekspertów FIDIC. Aby to osiągnąć, potrzebna jest współpraca SIDiR i ZOPI z instytucjami takimi jak Ministerstwo Finansów, BGK czy KUKE. Wyobraźmy sobie, że za trzy lata polska firma wygrywa przetarg na nadzór projektu drogowego w Uzbekistanie finansowanego przez Bank Światowy – jako główny konsultant, nie podwykonawca. Albo że polski inżynier zostaje głównym specjalistą FIDIC w projekcie kolejowym w Kenii. Albo że rumuński zamawiający celowo szuka polskiego konsultanta, bo wie, że Polacy znają się na transformacji infrastrukturalnej. 

Brzmi jak science fiction? Nie powinno, te procesy już się zaczęły i mamy wszystkie karty w ręku – doświadczenie, kompetencje, znajomość rynków wschodnich i FIDIC.  

Widzę konieczność współpracy SIDiR i ZOPI z instytucjami takimi jak Ministerstwo Finansów, BGK czy KUKE. Potrzebujemy trzech rzeczy: po pierwsze – mechanizmów finansowych (gwarancje, ubezpieczenia, wsparcie cash flow). Po drugie – promocji (udział w międzynarodowych targach, networking z bankami rozwojowymi, baza certyfikowanych ekspertów). Po trzecie – informacji (gdzie są projekty, jakie są wymagania, kto jest zamawiającym). 

Rewolucja cyfrowa – od BIM po cyfrowe bliźniaki – zmienia rolę inżyniera konsultanta. Czy FIDIC nadąża za tymi zmianami? 

Tak, choć muszę przyznać – że to trudne wyzwanie. Powstał Digital Transformation Committee1, który monitoruje zmiany technologiczne i pracuje nad adaptacją naszych kontraktów. W jego składzie są eksperci z całego świata – od Japonii po USA, od Brazylii po Wielką Brytanię. Ale skala i tempo zmian są oszałamiające. 

Weźmy BIM – to już nie przyszłość, to teraźniejszość. A wiele naszych kontraktów wciąż operują językiem rysunków 2D i specyfikacji papierowych. Albo cyfrowe bliźniaki – jak je wyceniać, jak definiować standardy jakości, kto odpowiada za ich utrzymanie przez 50 lat eksploatacji obiektu? Istnieje realne ryzyko, że rolę firm projektowych przejmą firmy technologiczne, a inżynierowie zostaną sprowadzeni do roli „AI prompterów”. Autodesk, Bentley, a ostatnio nawet NVIDIA i Google – wszyscy patrzą na sektor budownictwa jak na kolejny sektor technologiczny do zdominowania. 

Moim zdaniem musimy przejść od cykli rewizyjnych trwających lata do bardziej agile’owego podejścia – częstsze aktualizacje, więcej elastyczności. Jeśli będziemy zbyt wolni, to za 10 lat kontrakty FIDIC będą reliktami, a branża budowlana będzie zarządzana przez standardy pisane w Dolinie Krzemowej, nie w Genewie. 

Sztuczna inteligencja zaczyna wspierać analizę kontraktów. Czy za 10 lat nadal będziemy potrzebować ludzi do interpretacji umów FIDIC? 

Już dziś wiele kancelarii i firm projektowych korzysta z systemów AI. Nadal jednak wyniki tych analiz wymagają interpretacji człowieka – jakość modeli pozostawia wiele do życzenia. Dobrym przykładem jest przypadek Deloitte w Australii, gdzie sztuczna inteligencja stworzyła raport dla rządu, ale zabrakło ludzkiej weryfikacji i dokument zawierał błędy. AI to narzędzie zwiększające efektywność, ale nie zastąpi człowieka. Co będzie za 10 lat – trudno przewidzieć. 

 

Jesteś przedsiębiorcą, który z sukcesem zbudował firmę B-Act. Jakie lekcje z prowadzenia własnego biznesu są najcenniejsze w pracy dla organizacji non-profit, jaką jest FIDIC? 

Wbrew pozorom nie jestem inżynierem – mam dwa tytuły magistra: z zarządzania na Harvard University oraz z rachunkowości i finansów w Akademii Leona Koźmińskiego. Całe życie pracuję jednak w branży inżynierskiego konsultingu.

Myślę, że to raczej FIDIC nauczył mnie najważniejszej lekcji: że zawsze można znaleźć rozwiązanie typu win-win. Kluczowe są elegancja, zaufanie i dobra wola. W środowisku FIDIC spotkałem wiele osób, które – mimo różnic w poglądach czy interesach – potrafią współpracować spokojnie, merytorycznie i z poszanowaniem zasad. To postawa, którą staram się przenosić także do biznesu. 

Twoją pasją jest winiarstwo. Czy widzisz analogie między tworzeniem dobrego wina a realizacją udanego projektu infrastrukturalnego? 

Zdecydowanie tak. W obu przypadkach kluczowa jest cierpliwość i akceptacja tego, na co nie mamy wpływu. Z tych cech rodzi się wytrwałość potrzebna, by konsekwentnie i spokojnie realizować kolejne cele, które przyczynią się do osiągnięcia końcowego sukcesu, zarówno przy produkcji wina jak i realizacji danego projektu  

Jakiej rady udzieliłbyś młodemu inżynierowi, który dziś wchodzi na polski, pełen wyzwań rynek budowlany? 

Z całego serca polecam jak najwcześniejsze zaangażowanie się w organizacje non-profit – np. w Koło Młodych Profesjonalistów przy SIDiR. To świetna szkoła kontaktów, doświadczeń i współpracy z ludźmi, od których można się wiele nauczyć. 

Jakie dziedzictwo chciałbyś pozostawić po sobie w FIDIC? 

Powiem coś idealistycznego, ale prawdziwego. Od lat największy wpływ na FIDIC mają kraje rozwinięte – USA, Kanada, Francja czy Wielka Brytania. Jestem pierwszym Polakiem w zarządzie FIDIC, a przecież żaden kraj nie zrealizował tylu projektów opartych na kontraktach FIDIC co Polska w ostatnich 30 latach.
Dlaczego więc zajęło mi 15 lat, by się tam znaleźć? W wielu krajach kandydaci są wybierani automatycznie, często bez dużego doświadczenia w organizacji. Tymczasem inne regiony – Afryka, Ameryka Południowa czy Azja – mają ogromne trudności z reprezentacją w zarządzie.

Dziś w zarządzie FIDIC zasiada 10 osób, z czego 6 to Europejczycy. Z tych sześciu to Polska jest liderem w stosowaniu  warunków kontraktowych FIDIC na rynku krajowym. Dlatego uważam, że reforma statutu, gwarantująca przynajmniej jednego członka zarządu z każdego kontynentu, byłaby krokiem w stronę prawdziwie globalnej reprezentacji.
Jeśli uda mi się przekonać zarząd i Walne Zgromadzenie do takich zmian – uznam to za swoje największe osiągnięcie.