Senior Associate w Greenberg Traurig Nowakowska-Zimoch Wysokiński sp.k.
Local Partner w Greenberg Traurig Nowakowska-Zimoch Wysokiński sp.k.


Prawno-jądrowe bingo

Wraz z postępami prac nad realizacją pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej haseł, które zostały napromieniowane jądrowymi skojarzeniami. Podczas konferencji dotykających tematyki energetyki jądrowej każdorazowo można zagrać w bingo, skreślając temat za tematem. Czy to źle? Wręcz przeciwnie – w znakomitej większości są to hasła zupełnie słusznie skupiające atencję, mogące mieć wpływ na efektywność realizacji projektu jądrowego czy rozwój i wsparcie rodzimego przemysłu. Warto jednak zderzyć ten teoretyczny dyskurs z praktyką. Które slogany pozostały jedynie na papierze, a wobec których rozpoczęte zostały konkretne działania? 

Z wysokiego C – nowelizacja specustawy jądrowej

Z końcem ubiegłego roku został złożony do konsultacji społecznych projekt ustawy o zmianie ustawy o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu: UD118) („Nowelizacja”). Kluczową zmianą, jaką ma wprowadzać, jest usprawnienie procesu przygotowania i realizacji inwestycji jądrowych poprzez zwiększenie możliwości etapowania inwestycji.  

W obecnym stanie prawnym, co do zasady, pozwolenie na budowę dotyczy całego zamierzenia budowlanego. Na gruncie ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane („Prawo budowlane”) etapowanie dopuszczone jest jedynie w przypadku, gdy inwestycja składa się z więcej niż jednego obiektu budowlanego, a jednocześnie dany obiekt może funkcjonować samodzielnie. Dodatkowo, ustawa z dnia 29 czerwca 2011 r. o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących („Specustawa jądrowa”) umożliwia przeprowadzenie, przed uzyskaniem pozwolenia na budowę, prac przygotowawczych, tj.  

  1. prac geodezyjnych, niwelacji terenu, zagospodarowania terenu budowy wraz z budową tymczasowych obiektów budowlanych zaplecza technicznego oraz socjalno-biurowego budowy, tymczasowego ogrodzenia budowy o wysokości do 2,5 m, wykonania włączenia dróg tymczasowych do dróg publicznych, wykonania przyłączy do sieci infrastruktury technicznej na potrzeby budowy oraz innych prac niewymagających sporządzenia projektu architektoniczno-budowlanego;
  2. rozbiórki istniejących obiektów budowlanych naziemnych i podziemnych; 
  3. usunięcia drzew lub krzewów znajdujących się na nieruchomościach objętych decyzją o ustaleniu lokalizacji inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej. 

Prace przygotowawcze mają bardzo ograniczony zakres i nie umożliwiają rozpoczęcia prac dotyczących bezpośrednio budowy obiektu jądrowego. Nowelizacja proponuje zwiększenie możliwości etapowania inwestycji jądrowych w taki sposób, aby można było wykonywać części zamierzenia budowlanego, które nie mogą samodzielnie funkcjonować w oderwaniu od innych planowanych obiektów lub ich części wchodzących w skład obiektów energetyki jądrowej. I tak, w Nowelizacji w wprowadzano dwie kategorie prac, wobec których możliwe miałoby być uzyskanie osobnego pozwolenia na budowę, tj.: 

  1. podstawowe wstępne roboty budowlane – obejmujące prace, które nie są istotne z punktu widzenia dozoru jądrowego;
  2. kwalifikowane wstępne roboty budowlane – obejmujące prace istotne z punktu widzenia dozoru jądrowego, wobec których wydanie pozwolenia na budowę musiałoby być poprzedzone decyzją Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki („PAA”).  

Choć Nowelizacja w swoim założeniu ma usprawnić proces realizacji projektów jądrowych, analiza proponowanych rozwiązań doprowadza do wniosku, że w zaproponowanym kształcie może ona wprowadzić więcej zamieszania niż uproszczeń. Zarówno kwalifikowane, jak i podstawowe wstępne roboty budowlane zostały przedstawione w formie katalogu otwartego. Wobec prac, które nie zostały wymienione w ustawie, inwestor będzie mógł zwrócić się do Prezesa PAA o wydanie opinii, w której określone zostanie czy: (i) dane roboty stanowią wstępne roboty budowlane, a jeśli tak, to (ii) czy wymagają zezwolenia Prezesa PAA. Już na tym etapie pojawiają się pierwsze wątpliwości. Nowelizacja nie zawiera zasadniczej definicji czy charakterystyki wstępnych robót budowlanych, a jedynie ich przykładowy katalog. W konsekwencji inwestor nie ma jasnych informacji czy określonych przesłanek, wskazujących jakie prace mogą stanowić wstępne roboty budowlane. Nie jest więc wiadomym, w jakim przypadku Prezes PAA jest uprawniony do uznania, że prace objęte wnioskiem nie stanowią wstępnych robót budowlanych. Wydaje się, że celowym byłoby dodanie zasadniczej charakterystyki wstępnych robót budowlanych, tak aby uniknąć nieporozumień i wątpliwości w toku procesu inwestycyjnego.  

W przypadku, gdy Prezes PAA określi w opinii, że dane prace stanowią kwalifikowane wstępne roboty budowlane, może jednocześnie wskazać, jakie informacje lub dokumenty inwestor powinien przedłożyć wraz z wnioskiem o wydanie zezwolenia za ich przeprowadzenie. Nie jest jasnym, dlaczego omawiany przepis pozostawia swobodę decyzji Prezesa PAA w tym zakresie. Celowym rozwiązaniem, które z pewnością przyspieszyłoby proces inwestycyjny, byłoby nałożenie na Prezesa PAA obowiązku zawarcia jasnych informacji, jakie dokumenty będą niezbędne dla uzyskania zezwolenia.  

Innym istotnym aspektem są załączniki do wniosku o wydanie pozwolenia na budowę w zakresie wstępnych robót budowlanych, a mianowicie projekt zagospodarowania działki lub terenu („PTZ”) oraz projekt architektoniczno-budowlany przygotowane dla części zamierzenia budowlanego, której dotyczy wniosek. W porównaniu z regulacjami istniejącymi obecnie w Prawie budowlanym, jest to rozwiązanie zaskakujące. Jak zostało wyżej wskazane, etapowanie pozwolenia na budowę jest możliwe, w przypadku, gdy wydzielona część może samodzielnie funkcjonować zgodnie z przeznaczeniem. Jednym z warunków uzyskania pozwolenia na budowę dla takiego wydzielonego obiektu jest jednak przedstawienie PTZ terenu dla całego zamierzenia budowlanego. Ustawodawca uznał, że nawet w przypadku, gdy dany obiekt cechuje się daleko idącą samodzielnością funkcjonalną, PTZ obejmujący całość zamierzenia powinien zostać zbadany przez odpowiedni organ. Tylko w ten sposób możliwym jest dokonanie oceny zamierzenia budowlanego jako całości. Rozwiązanie zaproponowane w Nowelizacji wydaje się być pewną niekonsekwencją legislacyjną, gdyż dopuszcza rezygnację z obowiązku przedkładania projektu zagospodarowania działki lub terenu PTZ całego przedsięwzięcia wobec prac, których wynikiem nie jest samodzielny funkcjonalnie obiekt. Powstaje dodatkowo pytanie, w jaki sposób koordynowane będą i jak utrzymywana będzie spójność między pracami wykonywanymi na podstawie szeregu pozwoleń na budowę w zakresie wstępnych robót budowlanych.  

Kolejnym aspektem, który zdaje się pomijać Nowelizacja, jest obowiązek przeprowadzenia ponownej oceny oddziaływania na środowisko przed wystąpieniem z wnioskiem o wydanie pozwolenia na budowę lub pozwolenia na przeprowadzenie prac przygotowawczych. Taki obowiązek został nałożony wobec pierwszej elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino. Wydaje się zatem, że ponowna ocena oddziaływania na środowisko powinna być przeprowadzona również przed złożeniem wniosku o wydanie pozwolenia na budowę w zakresie wstępnych robót budowlanych – Nowelizacja nie adresuje jednak tego obowiązku w żaden sposób.  

W marcu Ministerstwo Przemysłu przedstawiło założenia aktualizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Zgodnie z nimi harmonogram dotyczący pierwszego bloku elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino zakłada przekazanie placu budowy wykonawcy do rozpoczęcia prac przygotowawczych w 2025 r., pozwolenie na wstępne roboty budowlane w 2027 r., zezwolenie na budowę i rozpoczęcie budowy w 2028 r., rozpoczęcie pracy pierwszego bloku elektrowni w 2036 r., a dwóch kolejnych bloków odpowiednio: w 2037 i 2038 r. Wstępne roboty budowlane są uwzględniane przez Ministerstwo Przemysłu jako mogące mieć zastosowanie w 2027 r., zatem ta koncepcja nie utraciła na znaczeniu po przeprowadzeniu konsultacji publicznych.  Obecnie mamy jednak jedynie projekt ustawy i pozostaje czekać na rozwój dalszych prac legislacyjnych. 

Regulacyjny artystyczny nieład 

  1. Zgodnie ze Specustawą jądrową do zamówień udzielanych w związku z przygotowaniem, realizacją i finansowaniem inwestycji w zakresie budowy obiektów energetyki jądrowej, stosuje się przepisy ustawy z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych („PZP”), z zastrzeżeniem zmian wprowadzonych Specustawą jądrową. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe („PEJ”) jest zamawiającym w rozumieniu PZP, jednak część zamówień udzielana jest przez nią z powołaniem się na przesłankę uzasadniającą wyłączenie stosowania ustawy, tj.: 
  2. nadanie klauzuli zgodnie z przepisami ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych lub którym muszą towarzyszyć, na podstawie odrębnych przepisów, szczególne środki bezpieczeństwa lub 
  3. jeżeli wymaga tego istotny interes bezpieczeństwa państwa
    – w zakresie, w jakim ochrona istotnych interesów bezpieczeństwa państwa nie może zostać zagwarantowana w inny sposób. 

W konsekwencji PEJ posługuje się regulaminem przygotowania i prowadzenia postępowań o udzielenie zamówień w zakresie realizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, którego celem jest zapewnienie zachowania zasad równego traktowania i przejrzystości oraz zasady proporcjonalności.  

To powoduje pewne zamieszanie regulacyjne – z jednej strony ustawodawca wskazuje i dodatkowo podkreśla w Specustawie jądrowej, że wobec budowy obiektów energetyki jądrowej stosuje się PZP. Powyższe sformułowanie jest zasadniczo niepotrzebne, ponieważ co do zasady obowiązek stosowania PZP można wywieść z przyznania inwestorowi roli zamawiającego. Ustawodawca dodatkowo podkreśla jednak, że inwestycje dotyczące budowy obiektów energetyki jądrowej podlegają pod PZP. Z drugiej strony przesłanka wyłączenia stosowania PZP, na którą powołuje się PEJ wydaje się być w pełni uzasadniona. Próby odczytania zamiaru ustawodawcy i ustalenia hierarchii aktów prawnych pozostawiają wątpliwości i poczucie chaosu regulacyjnego. Jest ono dodatkowo wzmacniane przez fakt, że PZP w kontekście obiektów energetyki jądrowej faktycznie jest i jeszcze długo będzie jednie procedurą pozostającą na papierze(jeśli w ogóle się to kiedyś zmieni).  

Zdeterminowane jest to szeregiem czynników, przede wszystkim bezpieczeństwem – wydaje się, że przesłanka, na którą powołuje się PEJ wobec pierwszej elektrowni jądrowej nigdy nie straci na znaczeniu. Warto również zauważyć, że przepisy dot. stosowania PZP zawieszone zostały w Specustawie jądrowej niejako w próżni, w oderwaniu od innych regulacji w niej zawartych. Wystarczy wskazać na obowiązek uzyskania decyzji zasadniczej w toku procesu inwestycyjnego. Decyzja ta określa dozwolone parametry inwestycji w zakresie budowy obiektu energetyki jądrowej i uprawnia do ubiegania się o uzyskanie decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji oraz innych decyzji niezbędnych do przygotowania, realizacji i użytkowania inwestycji. Ma ona na celu zabezpieczenie interesu publicznego pod względem celów polityki państwa, w tym polityki energetycznej oraz bezpieczeństwa państwa. Konieczność uzyskania takiej decyzji jest w pełni uzasadniona, jednak w żaden sposób nie wpisuje się praktycznie w przebieg procedury zamówieniowej. Decyzja zasadnicza określa dozwolone rodzaje technologii reaktorowych spośród technologii wskazanych we wniosku o jej wydanie. Powstaje zatem pytanie, w którym momencie inwestor(zamawiający) powinien wystąpić o uzyskanie decyzji zasadniczej. Czy po wyborze najkorzystniejszej oferty, wskazując określoną w niej technologię, ryzykując, że nie uzyska decyzji zasadniczej i postępowanie trzeba będzie przeprowadzić od początku? Czy może jeszcze przed wyborem najkorzystniejszej oferty wskazując wszystkie technologie, które są na stole, znacznie utrudniając i przedłużając proces ze strony administracyjno-organizacyjnej? Trudno odnieść wrażenie, że zamówienia publiczne mogą tu jakkolwiek spełnić swoją rolę. Co do zasady, ich celem jest zapewnienie przejrzystości wydatkowania finansów publicznych i zapewnienie równej konkurencji. Duży poziom arbitralności przy wydawaniu decyzji zasadniczej wydaje się burzyć wszelkie wysiłki w tym kierunku.  

W przestrzeni publicznej często powtarzane są też hasła dotyczące konieczności rozdzielenia regulacyjnego w zakresie budowy i eksploatacji elektrowni jądrowych i m.in. reaktorów badawczych. Z uwagi na zupełnie inny charakter tych obiektów postulaty wydają się w pełni uzasadnione. Ministerstwo Przemysłu ogłosiło w kwietniu, że pracuje nad zmianą prawa atomowego i podziałem go na części dotyczące produkcji energii elektrycznej z atomu oraz dotyczące medycyny czy produkcji leków. Na chwilę obecną nie zostały podjęte żadne konkretne działania, które zmierzałyby do wprowadzenia takiego rozróżnienia.  

Często powtarzanym hasłem jest również uproszenie procesu inwestycyjnego w stosunku do SMR (małych reaktorów modularnych – przyp. Red.) . Prostszy i szybszy proces inwestycyjny często jest powtarzany w kontekście „małego atomu”. Pozostaje to jednak jedynie postulatem i wydaje się, że szybko się nie zmieni, dopóki inwestycje w tym zakresie nie będą bliższe urzeczywistnienia. I tak paradoksalnie koło się zamyka.  

Istotnym tematem jest także przeprowadzenie szczegółowej inwentaryzacji prawnej, w szczególności w zakresie rozporządzeń technicznych, w celu zidentyfikowania ewentualnych przeszkód prawnych, które mogą utrudnić uzyskanie pozwolenia na budowę. Takie działania realnie mogą usprawnić proces inwestycyjny. Zmiany, jeśli uzasadnione, powinny być gotowe do zastosowania. Solidne przygotowanie podstawy będzie kluczem. Pod koniec maja tego roku Ministerstwo Przemysłu ogłosiło powstanie zespołu doradczego ds. otoczenia regulacyjnego strategicznej infrastruktury energetycznej. Zespół będzie analizował aktualne przepisy prawne regulujące funkcjonowanie strategicznej infrastruktury energetycznej, identyfikował bariery administracyjne oraz opracowywał propozycje ich eliminacji. W kontekście ogłoszonych przez administrację Donalda Trumpa zmian w podejściu do regulacji sektora jądrowego, obejmujących m.in. ograniczenie kompetencji niezależnej Komisji Dozoru Jądrowego, można się zastanawiać, czy upraszczanie i skracanie procedur zawsze jest odpowiednią drogą do celu. Wydaje się, że konkluzja powinna być jedna – trzeba, ale z głową.  

Mityczny local content

Local content to prawdopodobniej najczęściej ostatnio odmieniane hasło związane z energetyką jądrową. Jest ono związane z wdrożeniem polityki, której celem byłoby określenie minimalnego poziomu zaangażowania rodzimych przedsiębiorców w kontekście zatrudnienia, dostaw materiału czy technologii oraz świadczenia usług. Problematyka tego aspektu jest niezwykle wielowymiarowa: od trudności regulacyjnych i samego zdefiniowania, jak dokładnie należy rozumieć local content, po niepewność w zakresie faktycznych zdolności i zachowania odpowiednich standardów bezpieczeństwa. Sama idea i konieczność jej wdrożenia jest wielokrotnie potwierdzana przez wszystkich aktorów polskiego projektu jądrowego.  

Na polskim podwórku local content nie jest nowym hasłem. Ta kwestia była szeroko poruszana i analizowana w związku z realizacją morskich farm wiatrowych. W celu urzeczywistnienia wizji wsparcia dla rodzimego biznesu 15 września 2021 r. przedstawiciele administracji rządowej, samorządowej, inwestorzy i przedstawiciele jednostek finansowych zawarli porozumienie sektorowe. Local content został w nim zdefiniowany jako udział przedsiębiorców z siedzibą w Polsce lub przedsiębiorców zagranicznych posiadających na terytorium RP oddział, lub przedstawicielstwo i prowadzących działalność produkcyjną lub usługową na terenie RP, tworzących łańcuch dostaw, w realizacji zamówień na potrzeby budowy i eksploatacji morskich farm wiatrowych w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Porozumienie nie stanowi prawa powszechnie obowiązującego, jest wyrazem woli jego sygnatariuszy do działania na rzecz wsparcia krajowych przedsiębiorców. Prawie 4 lata zawarciu porozumienia sektorowego możliwe jest zderzenie jego zamierzeń z rzeczywistym wpływem. Przy najbardziej zaawansowanym obecnie projekcie offshore wind w Polsce – realizowanym przez Baltic Power – local content szacowany jest na ok 20%, zatem na granicy dolnych widełek zakładanych w porozumieniu.  Konkluzje nie są bardzo optymistyczne, sektor nie świętuje sukcesu. Czy w ramach projektu jądrowego uda się wyciągnąć wnioski i uniknąć błędów? 

Zgodnie z informacjami prasowymi, w aktualizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej zawarte jest założenie, że w momencie ukończenia pierwszego bloku elektrowni poziom local content powinien sięgnąć 40%. Nowością będzie przypisanie odpowiedzialności za ten obszar PEJ. Wiadomo więc kto, należy więc zweryfikować jak. 

Zacząć trzeba od definicji samego pojęcia. Istnieje wiele różnych sposobów zdefiniowania lokalnego przedsiębiorcy, jednak żaden akt prawny w Polsce nie wprowadza definicji legalnej. W przestrzeni publicznej można odnaleźć następujące główne wyznaczniki, które pozwalają na określenie poziomu local content:   

  1. liczba przedsiębiorców mających siedzibę lub oddział w kraju inwestycji – metoda najprostsza, ale też bardzo nieefektywna. Z uwagi na niewielkie koszty związane z utworzeniem polskiej spółki czy oddziału, metoda ta zasadniczo nie wpływa w znacząco na zapewnienie realnego wsparcia dla istniejącego rodzimego biznesu; 
  2. miejsce prowadzenia działalności produkcyjnej lub usługowej oraz tworzenie miejsc pracy w kraju inwestycji – metoda trudna do uchwycenia i weryfikacji, w szczególności wobec świadczenia usług; 
  3. wartości dodanej dla lokalnej gospodarki – metoda najbardziej skomplikowana, choć wydaje się, że najbardziej pozwalająca uchwycić cel i istotę dyskusji o local content. Zakłada zmierzenie szeregu zmiennych, które łącznie pozwalają na ocenę realnego wpływu zaangażowania danego podmiotu na lokalną gospodarkę poprzez analizę wpływu m.in. na zdolności wytwórcze, powstanie miejsc pracy, tworzenie know-how, kosztów przeznaczonych na R&D, skrócenie łańcucha dostaw i redukcję śladu węglowego.  

Do rozważenia pozostaje również kwestia celowości wpisania local content w sztywne legislacyjne ramy. Bezpośrednie uregulowanie tej kwestii wydaje się zadaniem trudnym i mogącym spowodować skutek odwrotny od oczekiwanego. Jednym z rozwiązań jest nałożenie na PEJ obowiązku przeprowadzenia szczegółowych analiz, których celem byłoby zbadanie wartości dodanej dla polskiej gospodarki w szerokim zakresie, z uwzględnieniem zdolności przemysłu krajowego, bezpieczeństwa (zarówno w wewnętrznego, jak i dostarczanych prac i komponentów) i zasobów ludzkich. Local content może być określony w inny sposób dla poszczególnych sektorów i poziomów podwykonawców, zatrudnienia bezpośredniego i pośredniego.   

Ważnym jest, aby kryteria wyboru podwykonawców w realny sposób promowały polskich przedsiębiorców. Jednym z możliwych do zastosowania narzędzi mogłoby być użycie, podobnych jak znanych z PZP, podmiotowych warunków udziału w postępowaniu, z jednoczesnym ograniczeniem posługiwania się doświadczeniem podmiotów trzecich. W ten sposób, w przypadku zdefiniowania local content poprzez miejsce siedziby czy oddziału przedsiębiorcy, można ograniczyć udział fake local content, tj. nowych podmiotów, które zasadniczo działają za granicą i dopiero planują rozpoczęcie działalności na polskim rynku.  

Dodatkowo, warto wprowadzić dodatkowe miękkie rozwiązania, które nie wprowadzają sztywnych ram czy poziomów do osiągnięcia. Jednym z nich jest stosowanie kryteriów wyboru podwykonawców, które promowałoby podmioty, które deklarują zapewnienie oferty szkoleniowo-edukacyjnej czy wsparcie dla rozwoju R&D w Polsce. Innym pomysłem jest stworzenie platformy promującej rodzimy biznes i umożliwiającej złożenie oferty na dane prace czy usługi, dzięki czemu wspierającej nawiązywanie relacji biznesowych i wyrównanie szans wobec zagranicznych podmiotów.  

Możliwości jest wiele, jednak warto podejść do tematu w sposób systemowy i kompleksowy, definiując local content tak, aby miał rzeczywiste przełożenie na wsparcie krajowego przemysłu. Pozostaje również aspekt możliwości promowania polskich przedsiębiorców i potencjalnego zaburzenia konkurencji, jakie może ono wywołać. Jak zostało wyżej wskazane, PEJ stosuje możliwość wyłączenia obowiązku stosowania PZP w ramach przygotowania procesu inwestycyjnego w projekcie budowy polskiej elektrowni jądrowej i udziela zamówień na podstawie wewnętrznego regulaminu. Samo konsorcjum Westinghouse-Bechtel nie jest zamawiającym w rozumieniu PZP. Nawet w przypadku dążenia do zachowania zasad równego traktowania i przejrzystości oraz zasady proporcjonalności wobec wyboru podwykonawców, wydaje się, że pewne ograniczenia konkurencyjności mogą zostać wprowadzone, jeśli będą proporcjonalne względem uzasadnionych potrzeb – rozwoju potencjału krajowego zdolnego do budowania i eksploatacji energetyki jądrowej. Rozważyć można powołanie się na zasadę efektywności ekonomicznej, która nakazuje uzyskanie najlepszych efektów zamówienia, w tym efektów społecznych, środowiskowych oraz gospodarczych, o ile którykolwiek z tych efektów jest możliwy do uzyskania w danym zamówieniu, w stosunku do poniesionych nakładów. 

Na bis

Wiele jest jeszcze do zrobienia, jednak wiele się też dzieje. Mamy nadzieję na włącznie Polski w renesans jądrowy, a początki nigdy nie są łatwe. Ważne jest, żeby zmiany w przepisach prawa i regulacje były szeroko konsultowane ze specjalistami branżowymi i prawnikami. Kolektywne zderzenie wiedzy i doświadczeń zwiększa szansę na efektywne regulacje, satysfakcjonujące zarówno poziomem merytorycznym, jak i prawno-legislacyjnym. Na koniec, wykreśliwszy wszystkie hasła i krzycząc „bingo” promieniujemy entuzjazmem i wierzymy, że pierwsza polska elektrownia jądrowa przetrze inwestycje szlaki i stanie się siłą rozpędową dla dalszych inwestycji.